Cześć,
Potrzebuję spojrzenia z boku, najlepiej od osób prowadzących własną działalność albo zajmujących się obsługą IT firm.
Od końca sierpnia prowadzę rozmowy ze średniej wielkości firmą produkcyjną, która chce uniezależnić swoją infrastrukturę informatyczną od firmy matki. Do tej pory praktycznie wszystko działało na infrastrukturze zewnętrznej, łącznie z ERP-em. Lokalnie kilka switchy, komputery bez domeny, praktycznie brak sensownego backupu i monitoringu.
Firma chce postawić własne środowisko: serwery, wirtualizacja, własny SQL, ERP, backupy, sieć, monitoring, zabezpieczenia, administracja, wsparcie użytkowników, a docelowo również własny MES dla produkcji.
Dotychczasowy informatyk brał około 1500 zł netto miesięcznie, ale z opowieści pracowników wynika, że wsparcie było raczej symboliczne. Zresztą trudno się dziwić, skoro większość infrastruktury nie była na miejscu.
Zgłosili się do mnie sami. Prowadzę działalność IT, zajmuję się infrastrukturą, administracją systemów i tworzeniem oprogramowania od kilku lat i nie jedna firmę obsługuje.
Na początku października otrzymali ode mnie szczegółową ofertę z trzema wariantami współpracy. Wybrali pakiet za pięć z hakiem netto miesięcznie, obejmujący kompleksową obsługę IT.
I tutaj zaczyna się zabawa.
Na kolejnym spotkaniu okazało się, że oferty chyba nikt porządnie nie przeczytał. Byli przekonani, że za tę kwotę dostaną nie tylko pełną administrację infrastruktury, ale również dedykowaną ofertę na MES.
Tak, osobną ofertę na system do zarządzania produkcją. Nie coś dorzuconego gratis do administrowania serwerami.
Wyjaśniłem, że MES to osobny temat i osobna wycena, a nie coś, co automatycznie wchodzi w abonament za IT. Ostatecznie poszedłem na kompromis.
Zaproponowałem 90 godzin na kwartał do elastycznego wykorzystania na IT i rozwój MES-a, do 6 wizyt miesięcznie, monitoring, backupy, administrację, helpdesk, wsparcie ERP itd. Niewykorzystane godziny mogą iść na rozwój MES-a, a po wykorzystaniu puli dodatkowe prace programistyczne po 60 zł netto/h. Wszystko nadal za pięć z hakiem netto miesięcznie.
Moim zdaniem warunki są uczciwe, choć chętnie poznam inne opinie.
Drugi punkt sporny to czas przejęcia infrastruktury.
Zaproponowałem 6 miesięcy pierwszego etapu, obejmującego przejęcie, uruchomienie i stabilizację środowiska. Po tym czasie przegląd faktycznej liczby zgłoszeń, wykorzystanych godzin, backupów, infrastruktury i ustalenie dalszych warunków współpracy.
Klient uważa, że to zdecydowanie za długo, bo przecież mają tylko kilka switchy i komputerów, a serwery można uruchomić w parę dni.
I częściowo się zgadzam. Sam serwer z Proxmoxem, maszyny wirtualne i podstawowe usługi można uruchomić szybko.
Tylko że uruchomienie infrastruktury a jej ustabilizowanie to dwie różne rzeczy.
Backupy muszą przejść testy odtworzeniowe, trzeba zweryfikować retencję, sprawdzić obciążenie infrastruktury podczas rzeczywistej pracy produkcji, uporządkować zabezpieczenia, monitoring, sieć i procedury awaryjne. Do tego obsługa bieżących zgłoszeń i rozwój MES-a z tej samej puli godzin.
Oni z kolei chcieliby, żeby wszystko zamknąć do końca grudnia, a od stycznia przejść na znacznie niższy abonament, bo przecież „infrastruktura już będzie działać”.
Nie rozumieją albo nie chcą przyjąć do wiadomości, że postawienie serwera to nie koniec pracy administratora.
No i kwestia samego podpisania umowy.
Od kilku tygodni słyszę, że bardzo chcą współpracować, że traktują mnie partnersko, że zależy im na długofalowej relacji.
Przygotowałem już projekt infrastruktury, schemat architektury i dobrałem sprzęt. Kupiłem używany serwer(bo jak zobaczyli ceny nowych nawet starszej generacji to zbledli) wymieniłem procesor, dołożyłem SSD, skonfigurowałem macierz i Proxmoxa, przygotowałem środowisko testowe i sampla do klonowania. Serwer jest jeszcze mój, kupiony za pieniądze z mojej działalności, więc w razie czego mogę go sprzedać komuś innemu.
Na ostatnim spotkaniu mieliśmy omówić ostateczne warunki. Ustaliliśmy szczegóły, wysłałem podsumowanie. Mieli odpowiedzieć do piątku.
W piątek zadzwonili z zaproszeniem na spotkanie w celu podpisania umowy. Przyjechałem, ale do podpisania znowu nie doszło. Wysłałem więc poprawiony dokument ze wszystkimi uzgodnionymi zmianami.
W niedzielę dostałem kolejną prośbę — tym razem o zbiorcze zestawienie całych kosztów przedsięwzięcia, nie tylko mojej obsługi, ale również planowanych serwerów, UPS-ów, licencji Windows, SQL, ERP itd.
I znowu cisza. Do dziś nie mam potwierdzenia, że te elementy zostały zamówione.
Rozmowy trwają od końca sierpnia, a mamy praktycznie listopad. Obecnemu informatykowi wypowiedzieli już umowę, więc niedługo zostaną bez obsługi.
Z ich strony pada jeszcze argument, że w przyszłości mogą dać mi dobre referencje. Fajnie, tylko referencjami nie zapłacę faktur ani nie sfinansuję kolejnych projektów.
Żeby było jasne, nie twierdzę, że ktoś próbuje mnie oszukać. Może zwyczajnie nie doszacowali budżetu na własną infrastrukturę. Może moja cena faktycznie jest za wysoka jak na ich oczekiwania. Biorę też pod uwagę, że sam za wcześnie zaangażowałem się w przygotowania bez podpisanej umowy.
Ale powoli zaczynam mieć wrażenie, że każde kolejne spotkanie służy przesunięciu decyzji albo wynegocjowaniu czegoś jeszcze.
I teraz pytanie do Was.
Czy pięć z hakiem netto miesięcznie za taki zakres obsługi IT to rzeczywiście wygórowana kwota? Czy 6 miesięcy na przejęcie i stabilizację praktycznie nowego środowiska to przesada?
I przede wszystkim — co byście zrobili na moim miejscu? Dalej cierpliwie negocjowali, postawili ostateczny termin na podpisanie umowy czy odpuścili temat i skupili się na innych klientach?
Chętnie poczytam opinie również od strony przedsiębiorców, którzy kupują usługi IT, bo może rzeczywiście czegoś nie dostrzegam.